
Zawsze trzeba podejmować
ryzyko. Tylko wtedy uda nam się pojąć, jakim wielkim cudem jest życie, gdy
będziemy gotowi przyjąć niespodzianki jakie niesie nam los.
W życiu (...)
istnieją rzeczy, o które warto walczyć do samego końca…
Nasz syn
–BARTOSZ urodził się 5,05,1998r.
Wszystko zapowiadało się że będzie wspaniale . Ciąża oraz poród przebiegły prawidłowo .
Bartek po urodzeniu był zupełnie zdrowym-pogodnym dzieckiem .Jego rozwój
przebiegał prawidłowo. W wieku między 10-14 miesiącem życia dużo
gaworzył-naśladował mówił pojedyncze słowa .Próbował także raczkować jednak
niezbyt mu to dobrze wychodziło.
Lekarz
stwierdził iż niema się czym przejmować , że na wszystko przyjdzie jeszcze
czas. W 18 miesiącu swego życia został zaszczepiony oczywiście „ obowiązkowymi szczepionkami ”,
po których stwierdziliśmy że jego życie się zupełnie zmieniło. Jakby jego rozwój
stanął w miejscu, a nawet cofał się w tył. To wtedy nasi bliscy zauważyli że jest
coś nie tak z naszym dzieckiem. Jednak my rodzice nie mogliśmy z tą myślą się oswoić że coś się dzieje złego, przecież
byliśmy pod stałą opieką lekarza rodzinnego, który nas uspakajał - wszystko
będzie dobrze. Nie panikujcie-mówił. Jednak sami zauważaliśmy że Bartek
powinien już iść dalej z rozwojem, jednak
tak się nie działo.
Zaczęliśmy
długą wędrówkę po różnych specjalistach :foniatra-badanie słuchu , psycholog
,psychiatra, neurolog-liczne badania
łącznie z hospitalizacjami szpitalnymi gdzie wykonano szereg badań typu : EEG,
rezonans magnetyczny, tomograf ,laryngolog i wiele innych. Wszyscy orzekli
jednoznacznie opóźnienie psychoruchowe z cechami autyzmu.
Od tego czasu Bartek pozostał już
nazwany dzieckiem autystycznym.
Wszystkie
poszukiwania lekarzy fachowców musieliśmy sami znajdować ,doczytywać,
wydzwaniać do jakiego specjalisty się udać. Lekarz rodzinny nie doradził sam od
siebie do kogo mamy się udać. Przecież w jego ocenie wszystko było ok. Nie
zauważył że syn używał słów w 10
miesiącu życia a teraz czyli ma 4 lata i nie mówi, jest agresywny i
autoagresywny. Często bije, szczypie, gryzie. Brak z nim kontaktu. Jest niespokojny, śpi
bardzo mało tj.3-5 godz. na dobę . Zachowuje się bardzo źle. Widać upośledzenie
umysłowe.
Zaczęliśmy wtedy różne terapie jak z dzieckiem
autystycznym, jednakże u Bartka nie przynosiły do końca dobrego rezultatu.
W
czwartym roku życia ktoś nam doradził ( nie pamiętam już nawet który to był
specjalista ) zróbcie badania genetyczne Bartoszowi oraz także u siebie. Tak też zrobiliśmy. Jak
się okazało to Bartek ma bardzo rzadką mutację genetyczną. Fachowo to brzmi :nieprawidłowy kariotyp męski 46 XY, aberracja w ramieniu długim chromosomu pary 15 występuje
duplikacja segmentu obejmująca prążki q 14
i q 15. Nasze wyniki były prawidłowe. Duplikacja u Bartka powstała de
novo.
Lekarz
genetyk przedstawił nam bardzo szczątkowy opis tej wady. Do najczęstszych mogą
należeć : dysmorfia twarzy , upośledzenie umysłowe, niedobór wzrostu,
palcozrost, małogłowie, wady serca, układy płciowego, oraz cechy autyzmu. Była
to tylko informacja książkowa. Zabrzmiało to dla nas rodziców ja
wyrok. Pytając genetyka i co dalej
mamy robić ten oznajmia „ proszę Państwa nic nie możecie zrobić, nie da się tej wady usunąć
czy wyleczyć. Jesteście młodzi ułożycie sobie jeszcze życie, możecie oddać
dziecko do jakiegoś ośrodka ” Byliśmy
wstrząśnięci i oburzeni tą informacją oraz podejściem lekarza. Próbowaliśmy
nawiązać kontakt z rodzicami innych dzieci które mają podobny problem co nasz,
jednak nic z tego. W poradni genetycznej oraz w stowarzyszeniu Gen do którego,
trafiliśmy niestety niema drugiego takiego przypadku jak nasz syn. Prosiliśmy, aby
te organizacje poszukały nam innych przypadków tej duplikacji. Jak na razie nie
znaleźliśmy drugiej osoby w Polsce czy na świecie z ta sama wadą co nasz syn. Znalezienie innych rodziców było by nam bardzo
przydatne,
gdyż
moglibyśmy się wymienić doświadczeniami, dotyczącej zachowania i rehabilitacji
w tej konkretnej duplikacji chromosomowej. W wielu innych przypadkach te wady
występują licznie i są już przebadane, jest wiele wskazówek jak rehabilitować,
opisów co nas może spotkać w dalszym okresie rozwoju, życia dziecka. Można
także poczytać w fachowej literaturze.
Przypadek naszego syna jest wyjątkowy. Jesteśmy „ Pionierami ” w
poszukiwaniu informacji, wiedzy - rehabilitacji, nie wiemy co nas jeszcze czeka
w dalszym życiu. Może to i dobrze lepiej nie myśleć że może być jeszcze gorzej.
Trzeba żyć nadzieją na lepsze jutro iż będzie tylko lepiej.
Dziś gdy Bartosz ma prawie 10 lat zastanawiamy się jaka jest prawdziwa
przyczyna choroby. Wedle genetyków to jest na 100 % pewne ze to wada genetyczna.
Jednak gdy zagłębimy się w opisach na stronach internetowych jakie występuję
powikłania poszczepienne, to coraz częściej winimy lekarzy że szczepią tak małe
dzieci tyloma różnymi truciznami. Jak się okazuje to mózg tak małego dziecka
nie może wytrzymać tylu różnych szczepionek
w tak krótkim czasie. Te odstępy pomiędzy kolejnymi szczepionkami winny
być co kilka miesięcy. Dziecko podczas szczepienia powinno być idealnie zdrowe
a nie jak w naszym przypadku synek był trochę podziębiony to lekarz
zakwalifikował je do zaszczepienia.
Dziś trudno nam udowodnić kogo to wina lekarza czy przemysłu
farmaceutycznego który usilnie próbuje wcisnąć nam jak największą liczbę tych
różnych świństw. Więcej już nie szczepiliśmy Bartka. Natomiast wielokrotnie
dostawaliśmy wezwania do obowiązkowego szczepienia, pod grożbą kary. Jednak
kiedy wymagaliśmy od lekarza aby dał nam 100% pewności na piśmie, że ta dawka nie zaszkodzi
naszemu dziecku to takiego zapewnienia nigdy nie
dostaliśmy.
W
wielu opisach, czy wymianie zdań - spostrzeżeń z innymi rodzicami można doczytać
że pomimo powikłań po podaniu szczepionki to i tak udaje się to ukryć i zwalić
winę na rodziców. Złe odżywianie podczas
ciąży itp. Można to także podpiąć do wady genetycznej, czy innej choroby jak w
naszym przypadku.
Od
czterech leczymy syna głównie lekami homeopatycznymi. Widzimy poprawę. Jednak
idzie to bardzo małymi kroczkami. Ale cieszy nas każda dobra wieść że to synowi
pomaga.
Jesteśmy także pod stałą opieką lekarzy specjalistów - psychiatra,
neurolog. Lekarze mają jednak ogromny kłopot ze znalezieniem idealnego leku dla
naszego syna. Kiedy uda się włączyć lek który pomaga na jedno, to niestety
automatycznie uszkadza – zakłóca inne
części ciała.
Z
tych wyżej wymienionych chorób jakie mogą występować przy wadzie genetycznej
którą posiada nasz syn niektóre się sprawdziły. Jest to upośledzenie umysłowe,
cechy autyzmu. Choroba ta objawia się tym iż niema pełnego kontaktu z synem. Nasza mowa nie dociera do niego. Czasami traktuje nas
jakby powietrze. Mówimy - prędzej kamień usłyszy, zrozumie niż on. Musimy pewne
polecenia, wyrazy powtarzać mu wielokrotnie. Ma ogromny problem z wymową. Używa
zaledwie kilku słów. Niekiedy chce coś wyrazić po swojemu, a my nie zawsze
możemy to zrozumieć i wtedy dostaje napadów agresji, oraz autoagresji. Bardzo
trudno wtedy opanować sytuację, bo Bartek ma ogromną siłę podczas tych napadów
jakie często się pojawiają.
Widzimy
że jest pewien postęp w rozwoju syna. Próbuje wykonywać wiele rzeczy,
powtarzać, naśladować choć nie zawsze wychodzi mu to dobrze, ale widzimy że się
stara. Niestety Bartek jest krótkodystansowcem bo wszystkie próby jego rehabilitacji
czy nauki muszą trwać bardzo krótko i często musimy je zmieniać gdyż, szybko
się męczy lub zniechęca. A co za tym idzie to napady agresji. Te napady
zdarzają się trochę rzadziej niż kilka
lat w tył, gdzie tylko bił, drapał, gryzł. Często jego zachowanie było bardzo niebezpieczne bo
nie odczuwał bólu. Wchodził na wysokie przedmioty, skakał z nich, prędko się
podnosił i znów powtórka. Nie czuł bólu nawet kiedy wybijał szyby w oknach,
kiedy to zgniatał szklanki, czy przewrócił się i rozbił głowę czy nogę itp.
Teraz
największym niepokojem dla nas jest to że Bartosz dostaje często nocne
bezdechy, a co za tym idzie drgawki czyli padaczka. Te objawy pojawiły się w
lipcu 2007 r. Najczęściej są to poranne ataki ale także zdarzyły się w ciągu
dnia. Teraz musimy z nim przebywać przez 24 godziny na dobę. Bo nigdy nie wiemy
co może się przydarzyć.
Każdy dzień czyha na nas z nowymi wyzwaniami. Nigdy
nie możemy być pewni co się wydarzy.
Czy może
nas znów spotka smutek, czy może jakaś miła wiadomość, że jest nadzieja na lek
który mógłby wyleczyć nasze dziecko. Jednak nie jest ważne co się stanie to zawsze będziemy się cieszyć z każdego choć
małego postępu ze strony Bartusia i może dożyjemy chwili kiedy nasz syn
powie „ mamo-tato kocham Was …”